Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

Zrobił to już 11. raz! Rafael Nadal "królem Paryża"

Zrobił to już 11. raz! Rafael Nadal
W drodze do wczorajszego meczu 32-letni zawodnik stracił zaledwie seta. (Fot. Getty Images)
Hiszpan Rafael Nadal triumfował rekordowy 11. raz, a drugi z rzędu, w turnieju French Open. Najwyżej rozstawiony tenisista, który w dorobku ma 17 tytułów wielkoszlemowych, w finale paryskiej imprezy pokonał Austriaka Dominica Thiema (7.) 6:4, 6:3, 6:2.

Obaj zawodnicy specjalizują się w grze na kortach ziemnych i wiele osób widzi w młodszym od Nadala o siedem lat Thiemie następcę Hiszpana, który zdominował rywalizację na "mączce". Austriak nieraz pokazał się z dobrej strony, a za najbardziej efektowne zagrania brawami nagradzali go nawet rywal i jego sztab szkoleniowy. Debiutujący w meczu o tak wysoką stawkę Austriak popełniał jednak zbyt wiele prostych błędów, by nawiązać równorzędną walkę z występującym po raz 24. w wielkoszlemowym finale przeciwnikiem.

W dwóch pierwszych gemach 32-letni zawodnik z Majorki oddał rywalowi tylko jeden punkt. Paryska publiczność uwielbia go, ale nie chciała, by spotkanie było całkiem jednostronne, więc doceniła także fakt, że Thiem od razu odpowiedział przełamaniem powrotnym. W swoich dwóch kolejnych gemach serwisowych Austriak musiał długo bronić się przed kolejną stratą podania, ale robił to skutecznie. W tej części spotkania obaj tenisiści dali próbkę swoich umiejętności. Lider rankingu ATP błysnął efektownym lobem. Będący ósmą rakietą świata rywal zmusił go parę razy do biegania po różnych częściach kortu. W końcówce jednak zaliczył serię błędów, które kosztowały go w 10. gemie "breaka" na wagę zwycięstwa w pierwszej partii, która trwała 61 minut.

W drugiej odsłonie ponownie nie utrzymał podania w swoim pierwszym gemie serwisowym. Hiszpan wykorzystał wówczas piątego "break pointa". Młodszy z zawodników starał się bronić, ale warunki dyktował przeważnie faworyt. Niżej notowany z graczy miał nawet okazję na odrobinie przełamania przy stanie 2:4, ale przeciwnik szybko zażegnał niebezpieczeństwo. W ostatniej akcji tej odsłony Thiem posłał piłkę poza pole gry. Na początku kolejnej znów stoczył zaciętą walkę o wygranie pierwszego gema przy swoim serwisie. Tym razem udało mu się wyjść z sytuacji obronną ręką, mimo że Nadal cztery razy był o punkt od "breaka".

Wydawało się, że Hiszpan pewnie zmierza po zwycięstwo, ale przy stanie 2:1 jego kibice stracili dobry humor. W jednej z akcji lider światowej listy uszkodził lewą rękę, w której trzyma rakietę. W dalszej części seta kilkakrotnie prosił o przerwę medyczną, podczas której masowano mu przedramię. Siedzący w boksie Nadala stryj Toni - jego wieloletni trener - z nerwów spoglądał wówczas pod nogi. Mimo kłopotów zdrowotnych w końcówce partii zdołał jeszcze raz przełamać rywala. W ósmym gemie szybko wyszedł na prowadzenie 40:0 i... zaczęły się kłopoty - stracił trzy punkty z rzędu. Nie wykorzystał łącznie czterech piłek meczowych, ale przy piątej Austriak zanotował autowy return.

Spotkanie trwało dwie godziny i 42 minuty. Thiem miał 42 niewymuszone błędy, posłał siedem asów serwisowych i zaliczył pięć podwójnych błędów. U Nadala było ich - odpowiednio - 24, zero i trzy.

Z Austriakiem zmierzył się 10 razy, po raz siódmy okazał się lepszy. Wszystkie mecze odbywały się na kortach ziemnych. Dwa z wcześniejszych pojedynków także miały miejsce w Paryżu. Zarówno cztery lata temu w drugiej rundzie, jak i w półfinale ubiegłorocznej edycji górą był tenisista z Półwyspu Iberyjskiego, który oddał rywalowi w obu przypadkach po siedem gemów.

Hiszpan w styczniu nabawił się kontuzji biodra, która nie tylko zmusiła go do kreczu w ćwierćfinale Australian Open, ale także wyeliminowała go z gry aż do kwietnia. Wrócił do rywalizacji na ziemi i zrobił to w efektownym stylu - zwyciężył w obu meczach w ramach ćwierćfinału Pucharu Davisa i triumfował w turniejach ATP w Monte Carlo, Barcelonie i Rzymie. Zaliczył tylko jedno potknięcie - w maju odpadł w ćwierćfinale imprezy w Madrycie. Wówczas lepszy od niego okazał się... Thiem. Zrewanżował się tym samym faworytowi za kwietniową porażkę w ćwierćfinale zawodów w Monako.

Nadal nazywany jest "królem Paryża". Poza tegoroczną i poprzednią edycją na kortach im. Rolanda Garrosa świętował także sukces w latach 2005-08 i 2010-14. Jego bilans meczów w 14 startach w tej imprezie to 86 zwycięstw i zaledwie dwie porażki. Odbierając puchar za 11. zwycięstwo, popłakał się ze wzruszenia.

W drodze do wczorajszego meczu 32-letni zawodnik stracił zaledwie seta. Była to pierwsza przegrana przez niego partia w tym turnieju od 2015 roku.

W liczonej od 1968 roku Open Erze nikomu przed nim nie udało się zwyciężyć 10-krotnie w jednej imprezie wielkoszlemowej w singlu. Teraz wyrównał rekord wszech czasów Australijki Margaret Court, która w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dominowała w Australian Open.

Wygranie 17 turniejów tej rangi w grze pojedynczej umocniło go na drugim miejscu wśród mężczyzn za Szwajcarem Rogerem Federerem, który ma na koncie 20 takich sukcesów.

Półfinał był dotychczas najlepszym wynikiem 24-letniego Thiema w Wielkim Szlemie i zanotował go właśnie we French Open - dotarł do tego etapu w dwóch poprzednich edycjach French Open. Jedyny dotychczas triumf reprezentanta Austrii w Paryżu miał miejsce w 1995 roku za sprawą Thomasa Mustera.