Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

Strażak zdradza szczegóły akcji w Tryńczy

Strażak zdradza szczegóły akcji w Tryńczy
"Wydaje mi się, że najmłodszym powinno się oszczędzić takich widoków". (Fot. facebook.com/strazacki)
Jeden ze strażaków, który pracował bezpośrednio na miejscu tragicznego wypadku w Tryńczy, opowiedział o szczegółach akcji poszukiwawczej. Przy okazji zwrócił uwagę na pewną rzecz.

Śmierć pięciorga osób, które znaleziono w samochodzie na dnie rzeki Wisłok, wstrząsnęła całym krajem. 

Poszukiwania trzech nastolatek, które wybrały się na przejażdżkę Daewoo Tico z dwójką kolegów, trwały od 25 grudnia. Cztery dni później auto zostało wyłowione z rzeki. W środku znajdowało się pięć ciał.

O szczegółach akcji poszukiwawczej opowiada jeden ze strażakow, który był przy wyciąganiu samochodu z Wisłoka.

"Bardzo dokładnie pamiętam ten dzień. Zostaliśmy zadysponowani do poszukiwań przy użyciu sonaru. To miały być standardowe poszukiwania. Nie wiedzieliśmy, czego mamy się spodziewać" - wspomina w Kurierze Lubelskim 22-letni strażak, który służbę pełni zaledwie od września ub. roku.

"Nigdy bym nie przypuszczałem, że na początku swojej służby będę uczestniczył w takiej akcji. Takie historie pisze jednak życie, więc starając się o przyjęcie do straży zawsze trzeba mieć to z tyłu głowy i być gotowym na wszystko. Były tam całe rodziny, nawet z małymi dziećmi. Wydaje mi się, że najmłodszym powinno się oszczędzić takich widoków" - zaznaczył.

W ostatnich dniach odbywały się uroczystości pogrzebowe ofiar tragicznego wypadku.