Nasza Polityka Prywatnosci oraz Cookies została zaktualizowana.

Wprowadziliśmy kilka istotnych zmian w naszej Polityce Prywatności i Plików Cookies i chcemy, abyś wiedział, co to oznacza dla Ciebie i Twoich danych

Menu

Bieszczadzka groza w "Górze umarłych"

Bieszczadzka groza w
Scenerią swej powieści autor uczynił Bieszczady. (Fot. Thinkstock)
Na scenerię swej powieści kryminalnej "Góry umarłych" Tomasz Hildebrandt wybrał Bieszczady. Pisarz opowiada o szukaniu ponurego miejsca i konstruowaniu bohatera kontrowersyjnego, pełnego wad.

Zakończenie powieści "Góry umarłych" nie daje odpowiedzi na wszystkie pytania...

Tomasz Hildebrandt: W pierwotnej wersji nie było epilogu, więc książka w ogóle kończyłaby się wielkim znakiem zapytania. Bez epilogu dużo pytań pozostałoby bez odpowiedzi, czytelnik zastanawiałby się, czego nie zrozumiał, co pominął, czy nie należałoby się cofnąć w lekturze, doczytać. Wywołałaby to co najmniej poczucie niedosytu, jeśli nie frustracji, a nie o to przecież chodzi. W obecnej formie kompozycja jest tylko częściowo otwarta. Większość zagadek zostaje rozwiązana, ale kilka wątpliwości pozostaje. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem i będą się pojawiać kolejne powieści z tej serii, czytelnicy znajdą w nich odpowiedź na wszystkie pytania.

Momentami to wręcz zmusza pan czytelnika, żeby się cofać w lekturze, by lepiej zrozumieć przebieg wypadków... A dlaczego to Bieszczady uczynił pan scenerią swej powieści?

Bieszczady, moim zdaniem, są świetnym miejscem na ulokowanie tego typu powieści. Miało to być miejsce, które można opisać w pewien charakterystyczny sposób, czyli mroczny, pełen grozy, bogaty w wielkie, przytłaczające przestrzenie. A to wszystko znajdziemy w Bieszczadach. Co prawda, nie udało się pokazać, co nie było też zresztą moją intencją, walorów turystycznych górskiej krainy, tych sielankowych Bieszczad. Skoncentrowałem się na wizji jesiennej: jest dużo błota, wszystko jest ponure, drzewa bez liści, łyse szczyty - to miało kształtować atmosferę. Osady ludzkie są częściowo odcięte od głównego nurtu cywilizacji, tworząc specyficzne, zamknięte społeczności.

Druga kwestia, bardziej istotna, to kontekst historyczny. Chciałem powiedzieć coś o stosunkach polsko-ukraińskich, o tych trudnych relacjach i trudnych wątkach wspólnej historii. Szukałem też lokalizacji, która nie byłaby zbyt intensywnie wyeksploatowana. Nie wszyscy nawet wiedzą, co się działo w Bieszczadach po II wojnie światowej, o działalność oddziałów UPA, co w konsekwencji zakończyło się Akcją Wisła. Te rany nie zostały zaleczone, szczególnie w kontekście aktualnej sytuacji na Ukrainie: braku stabilizacji politycznej i rosnącego w siłę nacjonalizmu. Zastosowałem tu swoistą paralelę: ci, którzy pamiętają albo znają tę historię, zaczynają się obawiać, czy ta historia się nie powtórzy...

To zdanie często pada w powieści...

Tak, to często pada, więc chciałem tu też wykorzystać taką zbiorową pamięć. Dlatego wybrałem Bieszczady, by podkreślić te dwa aspekty: historyczny i geograficzny.

Główny bohater, Andrzej Bondar, nazywany Bondem, wcale nie jest eleganckim mężczyzną w nieskazitelnym garniturze, wręcz przeciwnie: nie dba o wygląd i ma mnóstwo wad... Jest porywczy, butny, bezczelny.

Chciałem skonstruować bohatera nietypowego, trochę odejść od stereotypu bohatera klasycznego kryminału. Rzeczywiście pojawia się w powieści porównanie do Jamesa Bonda, choć Andrzej Bondar jest raczej jego karykaturą. A w trzeciej części idę jeszcze dalej, Andrzej to już bardziej 00 bez 7... Starałem się więc wyposażyć bohatera w cechy komiczne, w tekście jest sporo zabawnych sytuacji i momentów. Nietypowość Bondara polega głównie na tym, że nie jest ani twardzielem, ani krystalicznie czystym gliną. Mimo młodego jeszcze wieku jest wypalony, zamierza odejść z policji i na nadzieję, że dochodzenie w sprawie zaginionego chłopca to jedna z jego ostatnich robót. Andrzej jest bezczelny, agresywny, butny. Jest też niezrównoważony emocjonalnie. Potrafi być leniwy. Potrafi zabić z zimną krwią. Trzeba jednak zaznaczyć, że postać Andrzeja jest w "Górach umarłych" tylko naszkicowana, w dalszych tomach będzie się rozwijała, a nadkomisarza poznamy z różnych stron.

Będzie trylogia?

Na razie powstały trzy tomy opowieści z Bondarem w roli głównej, choć nie wykluczam dalszych części. Czytelnik ma poznać Andrzeja w różnych sytuacjach, jego dobre i złe cechy, swoistą ewolucję osobowości. Muszę od razu zaznaczyć, że kluczem do zrozumienia postaci Bondara jest wydarzenie z samego początku powieści, kiedy doznaje urazu w wypadku samochodowym, uderza głową o kierownicę. Ten epizod tak naprawdę wyjaśnia jego zachowanie, niekontrolowane wybuchy, dziwaczne stany emocji, paranoję.

Punktem wyjścia do historii jest zaginięcie dziecka, ale w miarę postępów śledztwa sprawa gmatwa się coraz bardziej. Każdy może być podejrzany...

Taki był zamysł, żeby wprowadzić bohatera w spiralę zdarzeń. Dla niektórych sprawy w ogóle nie ma: chłopiec zaginął, ale to nic dziwnego, dzieci od czasu do czasu giną w górach, to normalne. Andrzej zaczyna jednak coraz bardziej wnikać w strukturę społeczeństwa, tego zamkniętego, specyficznego środowiska oddalonych od cywilizacji wioch i odkrywa coraz więcej zagadek, pojawia się całe grono podejrzanych. Podejrzany zresztą może być każdy, z Andrzejem włącznie: jeśli się czyta uważnie, można w tekście znaleźć poszlaki, łączące zaginionego chłopca z nadkomisarzem. W świecie przedstawionym "Gór umarłych" nic nie jest pewne, nic tak naprawdę nie wiadomo. Każdy może być zbrodniarzem, zabójcą, porywaczem.

Przejdźmy do ważnego wątku, elementów historycznych. Mamy tu pamiętnik z 45 r., należący do walczącego, właśnie, kogo, partyzanta? Bojownika? I czy to jest też część historii Andrzeja Bondara?

Rzeczywiście, przeszłość przenika się tutaj z teraźniejszością, ma na nią wymierny wpływ. Wątek historyczny wprowadzony został w formie listów pisanych do ukochanej przez młodego mężczyznę. Żeby nie zdradzać fabuły, na potrzeby wywiadu możemy go uznać za partyzanta. Opisywana w listach historia rozgrywa się tuż po zakończeniu II wojny światowej i ściśle wiąże się z postacią Andrzeja Bondara, który jest czytelnikiem listów. A otrzymał je przed wyjazdem w Bieszczady od swojej matki. Wiem, to wszystko brzmi bardzo tajemniczo, ale takie ma być. "Góry umarłych" są pełne sekretów, od początku do końca.

Czy może pan powiedzieć, co czytelnik znajdzie w kolejnych tomach powieści?

Za dużo nie mogę powiedzieć... W drugiej części przygód Andrzeja Bondara przeniesiemy się w Bory Tucholskie. Fabuła książki w dużej części oparta została na prawdziwych wydarzeniach i postaci Skorpiona, seryjnego mordercy, który grasował na Pomorzu na przełomie lat 70 i 80. Z kolei akcja trzeciej części rozgrywa się w okolicach Węgorzewa na Mazurach. Nadkomisarz wplątany zostanie w relacje polsko-rosyjskie, głównie w rozgrywki służb wywiadowczych i działalność grup przestępczych.