Menu

W sądzie apelacyjnym toczy się sprawa Polki skazanej na dożywocie

W sądzie apelacyjnym toczy się sprawa Polki skazanej na dożywocie
Czy Polka dowiedzie swojej niewinności? (Fot. Irish Independent)
W Dublińskim sądzie apelacyjnym toczy się właśnie rozprawa odwoławcza 30-letniej obecnie Polki skazanej rok temu na dożywocie za zabicie mężczyzny, który ją prześladował. Marta Herda z Arklow wjechała samochodem do rzeki, mając świadomość, że 31-latek nie potrafi pływać.

Tragiczne zdarzenia rozegrały się w marcu 2013 roku o 6 rano. Kobieta zboczyła z drogi i przebijając barierki ochronne na Douth Quay, wjechała Volkswagenem Passatem do wody. Jako że Marta potrafiła pływać i okno z jej strony było otwarte, zdołała się uratować. Węgier Csaba Orsos utonął. Jego ciało znaleziono następnego dnia na pobliskiej plaży.

Marta Herda została skazana w lipcu ubiegłego roku na dożywocie. Wczoraj rozpoczęła się rozprawa apelacyjna. Kobieta odwołała się od wyroku na podstawie kilku przesłanek. Sąd ma rozpatrzeć jeszcze raz kwestię nieumyślnego spowodowania śmierci oraz stwierdzić, czy wjechanie do rzeki było zamierzone, czy przypadkowe, a jeśli zamierzone, to czy rzeczywiście było to zabójstwo.

Adwokat Herdy, Giollaíosa Ó Lideadha, podkreślił, że sąd oparł się głównie na tym, co sama kobieta mówiła o zdarzeniu, na rzekomym przyznaniu się do winy. Obrońca uwypuklił fakt, że Polka mówiła w języku obcym, a gardziści nie spisali lub nie zrozumieli wszystkich jej zeznań. Zdaniem adwokata, spisane urywki wypowiedzi tworzyły inny sens. Przekonywał on, że jego klientka nigdy nie wyznała, że wjechała do wody celowo, a tymczasem oskarżyciel skupił się właśnie na jej rzekomym przyznaniu się do winy.

Podczas trwającej miesiąc rozprawy Polka nie przyznała się do winy. Twierdziła, że Orsos był w niej bez wzajemności zakochany i przez ostatnie 2 lata nękał ją i prześladował.

W lutym tego roku kobieta pierwszy raz przełamała milczenie i napisała list do portalu Independent.ie. Opisała w nim wypadki feralnego dnia.

“Wsiadł do mojego samochodu i powiedział, żebym jechała na plażę. Był wściekły, jego twarz była sina. Krzyczał, że zabrałam mu ostatnią nadzieję i jego życie nie ma sensu. Powiedział mi, że nie chce żyć beze mnie i że zadaję się z ludźmi, z którymi nie powinnam jego zdaniem rozmawiać. Pamiętam, że wcisnęłam pedał gazu, a później był tylko huk. Uderzyliśmy w coś i wpadliśmy samochodem do wody" - napisała.

12-osobowe jury uznało, że kobieta zaplanowała zabójstwo i większością głosów (11 do jednego) uznało Herdę winną umyślnego morderstwa.

Rozprawa apelacyjna jest w toku. Dziś odbywa się kolejne posiedzenie sądu.