Menu

Rodzice Alfiego będą dziś rozmawiać o zabraniu dziecka do domu

Rodzice Alfiego będą dziś rozmawiać o zabraniu dziecka do domu
Ojciec Alfiego, Tom Evans, pokazuje zdjęcie dziecka dziennikarzom. Dzisiaj rano poinformował, że bedzie prosił lekarzy o zgodę na zabranie chłopca do domu. (Fot. Getty Images)
Brytyjski sąd apelacyjny odrzucił apelację rodziców niespełna dwuletniego Alfiego Evansa ws. decyzji sądu niższej instancji o zaprzestaniu podtrzymywania go przy życiu i braku zgody na przewiezienie chłopca do Włoch. Jak poinformowały dzisiaj rano brytyjskie media, rodzice chłopca mają się spotkac po południu z lekarzami, by rozmawiać o zabraniu Alfiego do domu.

Trzech sędziów Trybunału Odwoławczego (Court of Appeal) odrzuciło wnioski apelacyjne złożone osobno przez ojca i matkę Alfiego, podtrzymując wcześniejsze decyzje, zgodnie z którymi w najlepszym interesie dziecka jest kontynuacja planu opieki paliatywnej w szpitalu Alder Hay w Liverpoolu, w którym chłopiec przebywa od grudnia 2016 roku.

Rodzice ubiegali się o zgodę na przewiezienie chłopca do watykańskiego szpitala Bambino Gesu w Rzymie. Wcześniej włoskie MSZ zdecydowało o pilnym nadaniu mu włoskiego obywatelstwa i zapewniło o gotowości przewiezienia go do kraju w dowolnym momencie. Starania o uratowanie dziecka znana placówka pediatryczna podjęła na polecenie papieża Franciszka, który w ubiegłą środę przyjął na audiencji ojca Alfiego.

Prawnicy rodziców argumentowali, że chłopiec otrzymał włoskie obywatelstwo i może skorzystać z zaoferowanego przez włoski rząd przetransportowania go do Bambino Gesu na pokładzie specjalnego medycznego samolotu wojskowego.

W trakcie posiedzenia sądu ujawniono także, że prawnicy ojca Alfiego złożyli pozew przeciwko trzem głównym lekarzom opiekującym się dzieckiem, oskarżając ich o spisek mający na celu zabicie chłopca. Prywatne pozwy medyczne są bardzo rzadkie ze względu na wysokie koszty i mogą być zatrzymane przez służby prokuratorskie, jeśli uznają one przedstawione oskarżenia za nieprawdziwe.

Reprezentanci szpitala odrzucili również argumenty rodziców dotyczące tego, że fakt, iż chłopiec wciąż oddycha niemal 48 godzin po wyłączeniu maszyny podtrzymującej życie, świadczy o jego lepszym niż spodziewany stanie. Jak zaznaczyli, zespół medyczny nigdy nie argumentował - wbrew temu, jak było to przedstawiane przez rodzinę chłopca - że jego śmierć nastąpi natychmiast. Wersję szpitala potwierdziła też lokalna gazeta "Liverpool Echo", która relacjonowała przebieg spraw sądowych.

23-miesięczny Alfie wciąż przebywa w szpitalu i pomimo odłączenia od aparatury podtrzymującej życie, oddycha samodzielnie. (Fot. Getty Images)


We wtorek Wysoki Trybunał odrzucił wniosek o wyrażenie zgody na przewiezienie chłopca do Włoch, przychylając się do opinii lekarzy, że doszło do nieodwracalnych zmian w mózgu, które pozbawiły go zmysłów wzroku, słuchu, smaku i czucia, a dalsza terapia "nie leży w jego najlepiej pojętym interesie" i może być nie tylko "daremna", ale także "nieludzka".

Jednocześnie sędzia Anthony Hayden podkreślił, że Alfie "powinien otrzymać opiekę w ostatnich dniach czy godzinach, jakkolwiek długo to będzie trwało, w hospicjum, w domu lub na szpitalnym oddziale", prosząc zespół medyczny szpitala o to, aby "kreatywnie i ambitnie, nawet jeśli to daremna nadzieja, rozpatrzył wszystkie opcje".

Według upublicznionego zapisu wyroku, we wcześniejszej sprawie z lutego br. opinię szpitala poparli także powołani na biegłych niezależnych lekarzy, w tym ci, którzy zostali skonsultowani na wniosek rodziców dziecka. Jak wskazywano, w wyniku choroby doszło do nieodwracalnych i "katastrofalnych" zmian w mózgu, które wykluczają nie tylko powrót do zdrowia, ale jakiekolwiek znaczące przedłużenie życia.

Wczoraj sąd apelacyjny zdecydował, że nie ma podstaw do uchylenia wcześniejszego wyroku.

Krótko po tej decyzji szpital Alder Hay w Liverpoolu opublikował oświadczenie ws. decyzji sądu apelacyjnego.

"Odnotowujemy dzisiejszy wyrok Trybunału Odwoławczego, który odrzucił oba wnioski dotyczące przeniesienia Alfiego do Włoch. Naszym głównym priorytetem pozostaje zapewnienie, że Alfie otrzymuje opiekę, na którą zasługuje, aby zapewnić zachowanie jego komfortu, godności i prywatności" - podano.

Z kolei prezes szpitala sir David Henshaw i dyrektor wykonawcza Louise Shepherd napisali w liście otwartym, że lekarze opiekujący się chłopcem stali się ofiarami ataków słownych i gróźb. "Wszyscy głęboko współczujemy Alfiemu i jego rodzinie, robiąc wszystko co możemy, aby wesprzeć ich najlepiej jak potrafimy" - oświadczyli.

Jak zaznaczyli, w mediach społecznościowych pojawił się szereg nieprawdziwych zarzutów dotyczących działania lekarzy. "Musieliśmy zmierzyć się z atakami dotyczącymi naszych motywacji, profesjonalizmu i etyki. To był bardzo trudny czas" - napisali.

Wcześniej brytyjska policja w Liverpoolu wydała oświadczenie, przypominając, że wszystkie wpisy w mediach społecznościowych są monitorowane i publikowane groźby mogą stać się przedmiotem śledztwa.

Zgodnie z brytyjskim prawem, lekarze mogą w określonych przypadkach występować jako reprezentanci interesu dziecka, który nie zawsze musi być zbieżny z opinią rodziców. Jeśli instytucja publiczna, np. szpital, uważa, że decyzje rodziców podejmowane są wbrew dobru dziecka, mogą je zakwestionować w sądzie. Ostateczny wyrok wydaje sąd na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego.

Polska flaga przy szpitalu Alder Hey, gdzie nasi rodacy wspierali wczoraj rodziców Alfiego. (Fot. Getty Images)


Wczoraj przed ambasadą Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w Warszawie zebrała się grupa osób manifestujących poparcie dla rodziców dwuletniego Alfiego Evansa, który decyzją brytyjskiego sądu został odłączony od aparatury podtrzymującej życie.

Podobne zgromadzenia mają się przed ambasadą odbywać do piątku. Powstała też petycja do prezydenta Andrzeja Dudy, której sygnatariusze proszą o przyznanie chłopcu polskiego obywatelstwa, by mógł być objęty opieką medyczną w naszym kraju.

"Usłyszałem dziś rano, że słowa wsparcia wypowiedział prezydent Polski. To coś wspaniałego. Zawsze byłem w kontakcie z Polakami" - poinformował dzisiaj Tom Evans, dziekując polskiemu prezydentowi i Polakom za okazane wsparcie.