Menu

Od alabastru do czekolady, czyli historia opalenizny

Od alabastru do czekolady, czyli historia opalenizny
Długotrwałe eksponowanie skóry na promienie słoneczne bez wymaganej ochrony w postaci preparatów z filtrem jest niebezpieczne... (Fot. Thinkstock)
Niegdyś kojarzona była z niskim urodzeniem i pracą w polu; dziś uznawana jest za najlepszą pamiątkę z urlopu i wyróżnik atrakcyjności - niezależnie od statusu ekonomicznego jej posiadacza. Opalenizna: współczesny obiekt pożądania i... utrapienie lekarzy.


„Nie ma nic piękniejszego niż skóra muśnięta słońcem” – przekonują znane marki kosmetyczne, kusząc sezonowymi promocjami na produkty do opalania. Te zaś są o tej porze roku jednymi z najchętniej kupowanych przez spragnionych wakacyjnej opalenizny. Owa muśnięta słońcem skóra to w istocie najbardziej pożądana pamiątka z urlopu – przypomina ona wszak o zagranicznych wojażach i beztroskim wylegiwaniu się na plaży.

Zażywane z zachowaniem ostrożności kąpiele słoneczne „konserwują” ponadto skórę za sprawą witaminy D, która wspomaga nas w walce rozmaitymi infekcjami. Brak ostrożności bywa jednak w tym przypadku kluczowy – nie od dziś wiadomo, że długotrwałe eksponowanie skóry na promienie słoneczne bez wymaganej ochrony w postaci preparatów z filtrem jest niebezpieczne. Mimo regularnych alarmów dermatologów, którzy zalecają wstrzemięźliwość od kąpieli słonecznych oraz stosowanie kremów z filtrem, szczególnie podczas upałów, miłośnicy brązowej skóry ani myślą rezygnować z relaksowania się na plaży w pełnym słońcu…

Choć dziś uznawana jest za oznakę atrakcyjności i swoisty wabik, dawniej opalenizna miała zgoła pejoratywne znaczenie. Nieskażoną działaniem słońca, niemal porcelanową cerę ceniły już starożytne Greczynki i Rzymianki. Kobiety skórę rozjaśniały kąpielami z mleka i rumianku, twarz maseczkami z chleba, zaś włosy – żółtkami jaj i sokiem z cytryny. Zamiast podkładu stosowały biel ołowianą.

W dziewiętnastym wieku ogorzała twarz jednoznacznie kojarzyła się z wyglądem plebejuszy – służby i robotników, których skóra nabierała brązowego odcienia pod wpływem choćby pracy w polu. Ideałem piękna i wizytówką ówczesnych elit była bardzo jasna cera w kolorze alabastrowym. To dlatego zarówno mężczyźni, jak i kobiety pochodzący z arystokracji unikali słońca, szczelnie zakrywając ciało przed jego promieniami za pomocą długich rękawów koszul, rękawiczek, kapeluszy czy parasoli. Powszechne było stosowanie w upalne dni octu, który miał zniwelować niechciane rumieńce oraz rozjaśniających skórę okładów z maślanki.

Rewolucja spod znaku opalania nastąpiła dopiero w XX wieku, kiedy złocista opalenizna przestała być symbolem niskiego urodzenia, a zaczęła być utożsamiana ze środowiskami dobrze sytuowanych ludzi, których stać było na zagraniczne urlopy w ciepłych krajach i opalanie się na tamtejszych plażach. Sygnalizowała bogactwo i przywileje.

Opaleniznę rozpropagowała niewątpliwie legendarna francuska designerka Coco Chanel, która w 1923 roku wywołała mały skandal z muśniętą słońcem skórą w roli głównej. Projektantka, która przesadziła z kąpielą słoneczną podczas rejsu w Cannes, nie wstydziła się jednak pokazać publicznie z opaloną skórą. W ten sposób, chcąc nie chcąc, zapoczątkowała trwającą po dziś dzień modę na opaleniznę.

Do jej popularyzacji przyczyniła się również wydana w 1934 roku powieść F. Scotta Fitzgeralda „Czuła jest noc”, która ukazywała gwiazdy opalające się na Riwierze Francuskiej. Modowa elita przyjęła z entuzjazmem trend na złocisty odcień skóry, na dowód czego na wybiegach największych domów mody zaczęły pojawiać się opalone modelki, które wkrótce naśladowały już kobiety na całym świecie.

Od tego czasu popularność opalenizny stale rosła, przeistaczając się w swego rodzaju obsesję „złotej skóry”, którą w latach 50. rozbudziło pojawienie się pierwszych skąpych kostiumów kąpielowych typu bikini. Aby nadać skórze pożądany złocisty, a nawet czekoladowy odcień, stosowano rozmaite metody – od pachnących i, niestety, drogich olejków, aż po mniej kosztowną alternatywę w postaci oleju roślinnego, który każda pani domu miała w kuchni.

Świadomość szkodliwości działania promieni słonecznych była niestety znikoma. Nikt nie zdawał sobie sprawy z ceny, jaką trzeba zapłacić za ponętnie opalone ciało. A było nią znacznie szybsze starzenie się cery i przede wszystkim zwiększone ryzyko zachorowania na czerniaka. Pojawiające się w latach 80. wzmianki na temat powiązań między zażywaniem kąpieli słonecznych a ryzykiem nowotworu, zostały stłumione pod naporem seksownych reklam promujących urok brązowej, „zdrowej” skóry. Jak na ironię, bowiem, były to czasy promocji silnej, zdrowej sylwetki, z którą opalenizna miała iść ręka w rękę.

Po chwilowej przerwie od mody na opaleniznę, początek XXI wieku przyniósł fascynację wizerunkiem gwiazd pokroju Britney Spears, Christiny Aguilery czy Jennifer Lopez, których wspólnym mianownikiem były odważne stroje i apetyczna, złocista barwa skóry. Obecnie silna opalenizna traci jednak swoich zwolenników, będąc postrzeganą, jako symbol nieco kiczowatego stylu. Choć wiele kobiet wciąż marzy o przywiezieniu z wakacji pamiątki w postaci pięknie opalonego ciała, obsesja na tym punkcie, ku uciesze lekarzy i stylistów, mija. Nawet ikony plażowego looku, takie jak Cameron Diaz czy Kate Hudson prezentują ostatnimi czasy znacznie delikatniejszy odcień skóry.

Mając na względzie przestrogi dermatologów opaleniznę, choć wygląda ponętnie i przywodzi na myśl wakacyjne wojaże, warto – zwłaszcza, gdy jesteśmy posiadaczkami jasnej karnacji – dozować z umiarem. I polubić swój naturalny odcień skóry. Bo choć blada cera jest dla wielu z nas mniej pociągająca niż ta muśnięta słońcem, z całą pewnością jest od niej… zdrowsza. 

Drogi Czytelniku!

Pragniemy Cię poinformować, że nasza strona może dostosowywać treści do Twoich potrzeb. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przetwarzanie danych i personalizację treści marketingowych. Aby dalej móc dostarczać Ci coraz lepsze materiały redakcyjne i udostępniać Ci coraz lepsze usługi, potrzebujemy zgody na lepsze dopasowanie treści marketingowych do Twojego zachowania. Dzięki nim możemy finansować rozwój naszych usług. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień. Twoje dane są u nas bezpieczne.

Zezwolenie na reklame

Dzieki personalizacji pokazujemy Ci treści lepszej jakości, a dzięki zebranym danym możemy cały czas je doskonalić. Reklamy dopasowane do Twoich potrzeb. Dzięki reklamom finansujemy nasz rozwój. Dopasowanie pozwala nam wyświetlać ich mniej. Bezpieczeństwo Twoich danych. Zgodę na przetwarzanie danych możesz wycofać w każdej chwili na stronie Polityka Prywatności.

Dlatego chcielibyśmy poinformować naszych użytkowników jakie ich dane oraz w jaki sposób są przetwarzane oraz na jakich zasadach będą przetwarzane po 25 maja 2018 r. W dalszej części można znaleźć więcej informacji na ten temat.

RODO 2018. Co to jest?

Dnia 25 maja 2018 r. wchodzi w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE tzw. RODO (GDPR). Celem rozporządzenia jest doprowadzenie do pełnej harmonizacji prawa w ramach UE i swobodnego przepływu danych osobowych. W założeniu ma pozwolić mieszkańcom Unii Europejskiej na lepszą kontrolę ich danych osobowych oraz stanowić modernizację i ujednolicenie przepisów umożliwiających firmom ograniczanie biurokracji i korzystanie ze zwiększonego zaufania klientów.

Kto będzie administratorem Twoich danych?

Administratorami Twoich danych będzie firma JD Blayer LTD - wydawca Galicjusz.pl z siedzibą w Londynie oraz nasi zaufani partnerzy, z którymi stale współpracujemy. Najczęściej ta współpraca ma na celu dostosowywanie reklam, które widzisz na naszych stronach do Twoich potrzeb i zainteresowań oraz wykonywanie różnych badań mających na celu polepszanie usług internetowych i dostosowywanie ich do potrzeb użytkowników. Szczegółowe informacje dotyczące administratorów znajdują się w polityce prywatności.

Jakie dane są przetważane i w jakim celu?

Chodzi o dane osobowe, które są zbierane w ramach korzystania przez Ciebie z naszych usług, w tym stron internetowych, serwisów i innych funkcjonalności udostępnianych przez Galicjusz.pl, w tym zapisywanych w plikach cookies, które są instalowane na naszych stronach przez nas oraz naszych Zaufanych Partnerów. Dane są przetwarzane między innymi, aby:

  • zapewnić Ci większe bezpieczeństwo usług, w tym aby wykryć ewentualne boty, oszustwa czy nadużycia,
  • pokazywać Ci reklamy dopasowane do Twoich potrzeb i zainteresowań.
Komu możemy przekazać dane?

Zgodnie z obowiązującym prawem, Twoje dane możemy przekazywać podmiotom przetwarzającym je na nasze zlecenie, np. agencjom marketingowym, podwykonawcom naszych usług oraz podmiotom uprawnionym do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa np. sądom lub organom ścigania - oczywiście tylko gdy wystąpią z żądaniem w oparciu o stosowną podstawę prawną. Pragniemy też wspomnieć, że na większości stron internetowych dane o ruchu użytkowników zbierane są przez naszych zaufanych partnerów.

Jakie masz prawa w stosunku do Twoich danych?

Masz między innymi prawo do żądania dostępu do danych, sprostowania, usunięcia lub ograniczenia ich przetwarzania. Możesz także wycofać zgodę na przetwarzanie danych osobowych, zgłosić sprzeciw oraz skorzystać z innych praw wymienionych szczegółowo w polityce prywatności. Tam też znajdziesz informacje jak zakomunikować nam Twoją wolę skorzystania z tych praw.

Jakie są podstawy prawne przetwarzania Twoich danych?

Każde przetwarzanie Twoich danych musi być oparte na właściwej, zgodnej z obowiązującymi przepisami, podstawie prawnej. Podstawą prawną przetwarzania Twoich danych w celu świadczenia usług, w tym dopasowywania ich do Twoich zainteresowań, analizowania ich i udoskonalania oraz zapewniania ich bezpieczeństwa jest niezbędność do wykonania umów o ich świadczenie (tymi umowami są zazwyczaj regulaminy lub podobne dokumenty dostępne w usługach, z których korzystasz). Taką podstawą prawną dla pomiarów statystycznych i marketingu własnego administratorów jest tzw. uzasadniony interes administratora. Przetwarzanie Twoich danych w celach marketingowych podmiotów trzecich będzie odbywać się na podstawie Twojej dobrowolnej zgody.

Dlatego też proszę zaznacz przycisk "Tak, zgadzam się", jeżeli zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych zbieranych w ramach korzystania ze strony interneowej Galicjusz.pl oraz przez naszych partnerów w tzw. plikach cookies, w celach marketingowych (w tym na ich analizowanie i profilowanie w celach marketingowych). Wyrażenie zgody jest dobrowolne i możesz ją w dowolnym momencie wycofać.